7 grudnia 2020

Chrześcijaństwo – religia nie dla tchórzy…

* Skończyły się wczoraj nasze parafialne rekolekcje prowadzone przez Ks. doktora Jacka Świątka – rzecznika prasowego naszej diecezji oraz dyrektora Katolickiego Liceum w Siedlcach.

Skończyły się – i co dalej?

Nic. A co ma być?!

Koniec to koniec.               Kropka.                     Finito.

Święta, święta i po świętach.                            Czego jeszcze chcieć?!


* Ano można…

Można na przykład podjąć myśli prezentowane nam przez Księdza Rekolekcjonistę i rzeczywiście odnieść je do naszego życia. Do naszej codzienności.

Można powrócić do pytań o wiarę, o jej prawdziwość, wzrost, rozwój, o odniesienie do Maryi, o relację z Bogiem, o… o tchórzostwo wreszcie.

* No właśnie, czy jesteś tchórzem? Hm…, raczej nie. Potrafisz załatwić wiele spraw na co dzień, nie boisz się urzędników, wypełniania papierków, rozmowy z wójtem, posłem, nauczycielką. Potrafisz zachować się w towarzystwie, przekonać kogoś do swojej racji, napyskować, jeśli uznasz, że trzeba, albo, że Cię ktoś za bardzo wkurzył.

* Z drugiej jednak strony… Czy zgodzisz się wygłosić przemowę latem, na dożynkach? Albo przywitać Ks. Biskupa, gdy w czasie misji przyjedzie do naszej parafii? Albo chociaż przeczytać czytanie na Mszy św. w Boże Narodzenie?

* Czy w tym momencie już coś Cię łapie za gardło, a w głowie pojawiają się dyżurne wykręty, że nie bo… (to, śmo, tamto, itd.…) ? A kiedy nadarza się okazja, żeby porozmawiać o wierze, o Bogu, w gronie rodziny, znajomych, w czasie świątecznego obiadu, na chrzcinach, na przyjęciu z okazji otwarcia drogi, czy innej takiej okazji – co wtedy? Też coś łapie za gardło? Czy może zwyczajnie brakuje słów – „ Bo nie wiem, jak o tym gadać. Toć proboszcz jest od tego…”

* A kiedy trzeba pogadać z własnymi dzieciakami, bo zaczynają „żyć nie po bożemu”, bo zaczynają się prowadzić nie tak, jak Ciebie rodzice uczyli, bo przestają chodzić do kościoła, bo miesiącami (oby tylko tyle) nie były u spowiedzi, bo nie pamiętasz już, kiedy ostatni raz się modliły – co wtedy? Za gardło pewnie nic nie łapie, ale co się rodzi w głowie? „Co ja im powiem? Że trzeba? Że tak nie można? No i co więcej…?” * Jakoś tak pusto?

* Nie trzeba bać się takich wyzwań, ale je podejmować. Jeden z publicystów mówił swoim małym córkom, gdy bały się potwora w ciemności, że nie trzeba się go bać, bo on wtedy rośnie i ma coraz więcej siły; lepiej odważnie wyjść mu naprzeciw i zapalić światło.

* Na nasze życiowe ciemności też mamy światło – światło Chrystusa – i warto w jego blasku przeganiać potwory naszej codzienności.

Trochę po to jest Adwent i rekolekcje parafialne. Po to mamy rozum i dał nam Bóg wolną wolę!

Korzystajmy!!!